STOLECKIE SKAŁY – EGZORCYZM PROGU

 

Pierwszy oddech pod ziemią smakuje jak żelazo i stęchła wieczność. Stałem u wlotu do sztolni w Stoleckich Skałach, czując na karku resztki słońca – tego wielkiego kłamstwa, które przez dekady oświetlało moją wyuczoną głupotę. Mój mózg, ten aparat wytresowany w państwowych ławach, gorączkowo przeszukiwał archiwa: „Przedgórze Sudeckie, Pasmo Wzgórz Niemczańsko-Strzelińskich, wyrobiska poeksploatacyjne z XVIII i XIX wieku, pozostałe po wydobyciu rud srebra i wapienia o łącznej długości 500-600 metrów, - ogromne komory o wysokości kilkunastu metrów”…, bacz na zasady bezpieczeństwa w Stolzenauer Kalgbergwerke!

    Zrobiłem krok. Światło lampy przecięło mrok niczym skalpel, obnażając chropowatą tkankę góry.

Wtedy Go usłyszałem. Antagonista nie przyszedł z zewnątrz; odezwał się echem w moich własnych zwojach. Głos Hierarchy, aksamitny i ciężki od autorytetu, który przez lata uznawałem za własny sumienie. — Dokąd idziesz bez mapy, którą ci daliśmy? — szepnęły ściany. — Pamiętaj o mostach, które dla ciebie zbudowaliśmy. Pamiętaj o pasterzach, którzy znają drogę. Bez nas jesteś tylko błędem w statystyce wyrobiska.

Poczułem ciężar. To był ciężar energumena. Moje ciało było naczyniem wypełnionym cudzymi lękami, cudzą liturgią i ufnością w struktury, które obiecywały zbawienie, a dostarczały jedynie posłuszeństwa. Czułem, jak moja tiara – ta niewidzialna korona rzekomej wiedzy – uwiera mnie w skronie.

I wtedy poczułem Ją.

Ammit nie rzuciła się na mnie z rykiem. Poczułem jej obecność jako gęstniejącą próżnię za moimi plecami. Czekała. Jej krokodyli pysk drgał, wyczuwając moją ufność w edukację masową. Czekała, aż zacznę recytować wyuczone formułki, aż odwołam się do „autorytetu”, aż zacznę szukać ratunku w hierarchii władzy. To byłby mój koniec. Pożarłaby moją tożsamość, zostawiając w sztolni tylko pusty kombinezon wypełniony pyłem.

— Nie znam was — wychrypiałem do ciemności, a mój głos brzmiał obco, jak pękająca skała. — Nie znam waszych mostów, waszych kluczy ani waszej bieli. Nie jestem waszym instrumentem.

 Wykonałem pierwszy Unik. Zamiast szukać w głowie odpowiedzi, zapytałem mrok o prawdę, której nie ma w podręcznikach. Odmówiłem bycia „kimś” w systemie.

W tej sekundzie, w tym wilgotnym korytarzu pod Stoleckimi Skałami, stałem się dla Pożeraczki przezroczysty. Nie miała w co wgryźć zębów, bo nie było we mnie już „uważnego ucznia” ani „wiernego poddanego”.

Hieroglif: Pusta rama drzwi, nad którą wisi odwrócone oko.

Zobaczyłem pierwszy Hieroglif wyryty na ociosie: Pusta Rama. Zrozumiałem. Aby przejść dalej, muszę zostawić za sobą symbol, który dla mnie wyrzeźbili.

Zanurzyłem się głębiej. Za mną została Ammit, mieląca w zębach resztki moich dyplomów i złudzeń. Przede mną – Pan Czasu i kolejne dziewięć kręgów sudeckiego szeolu. Pierwszy egzorcyzm dobiegł końca. Przestałem być Energumenem. Zacząłem być Szychtownikiem.

Komentarze

Popularne posty