PRZECZNICA – BŁĘKITNY JAD I AGONIA TAJEMNICY
Wkroczyłem w rejon Grzbietu Kamienickiego Gór Izerskich, a ściślej tam gdzie ziemia pęka wzdłuż strefy kontaktu łupków łyszczykowych z granitognejsami izerskimi. To tu, w kopalni Friedrich Wilhelm, drążonej w latach 1793–1803, Hierarchia znalazła swój intratny pigment: kobalt.
Mój mózg, wciąż niosący resztki edukacji masowej, podpowiadał mi techniczne terminy: kasyteryt, arsenopiryt, łupki chlorytowe. Ale w Przecznicy minerały to tylko parawan dla obłędu.
To tutaj najpierw do pracy przybyli gwarkowie z czeskiego Jachymova, jednak wieś Przecznica (niem. Querbach), to miejsce związane z XVIII wiecznym górnictwem rud kobaltu. Pozostałości po dawnych sztolniach i kopalniach znajdują się tutaj w rejonie występowania okruszcowania na krawędzi Grzbietu Kamienickiego Gór Izerskich, gdzie występują strefy rudne rud cyny i kobaltu, na kierunku Orłowice, Krobica, Gierczyn, Przecznica.
W
Przecznicy zachowały się m.in. podziemne wyrobiska po uruchomionej w dobrach
Schaffgotschów w 1769r kopalni kobaltu Anna Maria. Kopalnia ta miała trzy
pochyłe szyby, sztolnie upadową i dwie sztolnie odwadniające. Osiągała dno na
poziomie 110 m, przy trudnych geologicznych i wodnych warunkach.
Wokół mnie unosił się błękitny pył kobaltu. To była barwa Fryderyka Wielkiego – króla, który kochał ten kolor bardziej niż życie swoich poddanych. Pozyskaną rudę przerabiano w hucie Blaufarbenwerk wybudowanej w latach 1772-1774, w pobliżu Mlądza. W hucie tej siarczki kobaltowo-arsenowe i związki kobaltowo-manganowe były przerabiane na barwniki do farb dla potrzeb manufaktur ceramicznych. Błękit, który miał cieszyć oko na dworach, rodził się w płucach konających gwarków. To była ostateczna lekcja Hierarchy: system zawsze maluje swoje kłamstwa najpiękniejszymi barwami, by ukryć jad, który je podtrzymuje.
Wokół mnie błąkali się współcześni energumeni – neo-walończycy i ezoterycy, którzy szukali tu śladów Puhkerta i pogańskiego bożka Flinsa. Wierzyli, że te łupki to karty magicznej księgi Hermesa Trismegistosa – Tabula Smaragdina. Nie wiedzieli, że ci, co szukali tu „duchowego złota”, zawsze kończyli w pomorze zarazy, która czyściła te doliny z pysznych głupców. Szukali „Kamienia Filozoficznego”, a znaleźli jedynie błękitny grób. Wtedy, w kobaltowej poświacie, zobaczyłem Ammit.
W Przecznicy Pożeraczka była piękna jak błękitna porcelana, ale jej pysk ociekał ługiem arsenowym. Karmiła się pychą wtajemniczenia.
Widziałem Energumenów-Okultystów, którzy szeptali mantry do kasyterytu, wierząc, że posiedli wiedzę tajemną. Ammit pożerała ich kontakt z rzeczywistością, zostawiając jedynie błękitne manekiny, które wciąż szukały Flinsa, nie widząc, że ich czas już dawno wybił na Zegarze Pana Czasu.
Wykonałem Unik Przezroczystości.
Pod moimi powiekami wciąż trwał Czarny Krążek znad Uliny. Widziałem przez ten błękitny jad. Widziałem, że „Tajemnica” to tylko inna nazwa dla kłamstwa Hierarchy. Krzyknąłem do Antagonisty: „Wasz błękit to pleśń na trumnie prawdy! Nie potrzebuję waszego Kamienia Filozoficznego, bo mój mózg przestał dywagować ezoteryki o zaświatach! Jestem wolny od waszej magii i waszej władzy!” W tej sekundzie błękitny blask Przecznicy zgasł. Została tylko brudna skała i smród związków siarki. Ammit-Pożeraczka Tajemnic cofnęła się, bo nie znalazła we mnie nic, co mogłaby pożreć – byłem pusty, wywłaszczony, przestałem być Energumenem.
![]() |
Hieroglif: Wąż wijący się wokół kielicha, którego cień rzuca kształt stryczka.
Zrozumiałem Hieroglif: Wąż i Kielich. Błękitny napój oferowany przez system to stryczek dla wolnej woli. Prawdziwa mądrość to wiedza, że ci, co szukają „nieśmiertelności” w urzędach i dogmatach, umierają pierwsi.
Wyszedłem z Przecznicy. Pył kobaltu przesycony arsenem opadł z moich ramion. Przede mną było już tylko Nielestno.





Komentarze
Prześlij komentarz