NIELESTNO - KRYPTA SYNA ZATRACENIA
![]() |
Hieroglif: Pozioma postać owinięta w całun, nad którą pęka Tiara, a z pęknięcia wypływa czarna kropla.
Przekroczyłem Bóbr. Za plecami zostawiłem Skały Tartaru i sudeckiego Cerbera Perły Zachodu. Tu, w okolicach Nielestna, Dolina Bobru ukazuje swoje prawdziwe, oblicze – mozaikę skał osadowych i metamorficznych, które trą o siebie w wiecznym, podziemnym sporze. Wśród nich pyszni się wielka wychodnia wapienia, która w głębi jednej ze sztolni, pod wpływem niewyobrażalnego ciśnienia i temperatury, przeobraziła się w nienaturalnie biały marmur.
Wejście do tej groty nie jest przeznaczone dla turystów ani dla poszukiwaczy tanich wzruszeń. Aby się tu dostać musiałem zjechać na linie w głąb pionowego komina, czując, jak wilgotny wapień ślizga się pod moimi palcami. Edukacja masowa w niczym mi tu nie pomogła – tu liczył się tylko chwyt i oddech. Gdy moje stopy dotknęły spągu sali, stanąłem u progu Marmurowej Komnaty.
Zanim jednak wszedłem w absolutną biel, z odmętów mroku, prosto z serca kopalni, wyleciał Puszczyk. Bezszelestny, pierzasty cień przeciął przestrzeń, ulatując ku światłu dziennemu. To był znak. Duch tej góry opuścił posterunek, zostawiając mnie sam na sam z tym, co ludzie nazywali świętością, a co Pan Czasu nazywał Uzurpacją.
„BACZ NA STROP: TU KAŻDA PYCHA PĘKA POD CIĘŻAREM MILCZENIA, A MARMUR NIE UKRYJE TEGO, CO ZDRADZIŁY TWOJE RĘCE.”
Wkroczyłem do sali. Tam, pośrodku marmurowej
pustki, spoczywała
całopostaciowa płyta nagrobna
arcykapłana Rzymu. Mój mózg przestał
dywagować. Zobaczyłem tę tytulaturę w jej pełnym, krwawym kontekście
- Pontifex Maximus. Tytuł,
który narodził
się w pysze starożytnego Babilonu, przeszedł przez krwawe ręce rzymskich cezarów –
Nerona i Kaliguli – by po upadku Wiecznego Miasta zostać przechwyconym przez
tych, którzy mienili się
zastępcami Boga na ziemi.
Zobaczyłem przed sobą Syna Zatracenia, który na fundamencie zlepionym z pogańskich kultów i chrześcijańskich haseł zbudował fałszywe Królestwo Boże na tym świecie – feudalną strukturę władzy, pychy i przemilczanej zbrodni.
— Oddaj pokłon Budowniczemu Mostów! — syknęło echo w marmurowej grocie, a był to głos wszystkich papieży, którzy kiedykolwiek użyli imienia Boga, by utwierdzić swoją władzę nad królami i niewolnikami. — Oto most, który dla ciebie postawiliśmy! Most z dogmatów, tradycji i milczenia! Ufaj w naszą nieskalaność, bo to my dzierżymy klucze do nieba i piekła!
Wtedy z cienia płyty wyłoniła się Ammit.
W Nielestnie Pożeraczka była ogromna, nieruchoma, niemal zrośnięta z marmurowym podłożem. Nie była już agresywna – była cierpliwa. Czekała, aż „wielki guru” religijnego świata ostatecznie rozsypie się w pył. Widziałem, jak jej wielki pysk dotyka krawędzi płyty. Ammit nie pożerała człowieka – ona pożerała Instytucję. Każda rzeźbiona fałda papieskiej szaty, każda linia jego marmurowej twarzy była dla niej pokarmem. Pożerała kłamstwo o „Królestwie, które nie jest z tego świata”, a które stało się najpotężniejszym imperium finansowym i politycznym w dziejach.
Spojrzałem na postać na płycie. Widziałem milczenie o stosach, krucjatach, skrytobójstwie i zbrodniach na dzieciach, widziałem pychę, która taiła prawdę, by nie naruszyć autorytetu Pontifexa.
Wykonałem Akt Ostatecznego Wywłaszczenia.
— Nie jesteś mostem — szepnąłem, a mój głos odbił się od marmurowych ścian Nielestna. — Jesteś tamą. Tamą, która zagrodziła drogę do Boga Prawdziwego rzeką kłamstwa i krwi. Twój Rzym upadł dawno temu, a ty wciąż próbujesz go budować w naszych umysłach, uprawiając nierząd z kim tylko się da jako Wielka Prostytutka.
W tej sekundzie, w świetle mojej czołówki, zobaczyłem jak biały marmur pęka. Nie był to huk zawału, lecz ciche, suche trzaśnięcie kamienia, który nie może już dłużej znosić ciężaru winy. Ammit zamknęła szczęki. Płyta nagrobna rozpadła się, a z jej wnętrza nie wydobyło się światło, lecz jedynie suchy, wapienny pył – ten sam, który osiada na grobach nędzarzy.
Przestałem być opętanym energumenem. Przestałem być częścią fałszywego królestwa. Stałem się wolny od lęku przed tytulaturą Pontifexa, przed klątwami Rzymu i Babilonu. Pan Czasu przyjął moją szychtę.
Ręce, które błogosławiły, są tymi samymi rękami, które podpisywały dekrety milczenia. „Biel marmuru nie uleczy czerni
milczenia.
Wyszedłem ze
sztolni. Wdrapałem się po linie ku światłu, zostawiając za sobą Pożeraczkę,
marmurową kryptę i martwego bożka.
Nad Bobrem
znów szumiał las. Woda toczyła się na zachód, obmywając granitognejsowe stopy Gór
Izerskich. Byłem SAM. Byłem NIKIM. I po raz pierwszy w życiu – byłem PRAWDZIWY.






Komentarze
Prześlij komentarz